Browsing Tag

islandia

Europa, Podróże

Islandia budżetowo – praktyczne porady

24 lutego, 2019

Po relacji z podróży, czas na praktyczny wpis jak zorganizować wyprawę na Islandię i nie wydać przy tym majątku. Islandia budżetowo? Czy to w ogóle możliwe? Wyprawa na Islandię, zwłaszcza jeśli chcemy objechać wyspę autem 4×4, z pewnością do najtańszych nie należy, ale na wielu rzeczach możemy w prosty sposób zaoszczędzić. Mam nadzieję, że choć część z moich porad przyda Wam się w podróży. Na samym dole wpisu znajdziecie podsumowanie kosztów wyprawy.

Islandia to kraj, o którym wciąż nie mogę zapomnieć. Niesamowite krajobrazy zmieniające się wraz z przebytymi kilometrami. Cisza i spokój przerywane szumem wodospadów. Bajkowy kolor zieleni. Wulkany. Ocean. I góry. Jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z moją relacją, zapraszam tutaj. A tymczasem, do dzieła!


Bilety lotnicze i termin lotu

Najkorzystniejszą ofertę wylotu i powrotu do Warszawy znalazłam na stronie Wizzaira. Na dwie osoby wykupiliśmy bagaż rejestrowany do 23kg. Koszt to 427 zł w obie strony. Dokupiliśmy również jeden bagaż rejestrowany w obie strony za 438 zł. Islandię odwiedzałam w drugiej połowie września.
Choć Islandii było mi ciągle mało, to jednak 10 dni na wyspie uważam za optymalny czas. Nie starczyło mi go tylko na północno-zachodnie fiordy.


Pogoda

Odwiedzałam Islandię 14-24 września. Choć nie mam porównania to słyszałam, że kończy się już wtedy okres turystyczny, a pogoda zmienną potrafi być. Ja mówi znane powiedzenie „Kiedy jesteś w Islandii, a pogoda nie podba się, poczekaj 5 minut”. Aktualną pogodę i ostrzeżenia sprawdzicie tutaj.
Osobiście byłam jednak bardzo zadowolona. Nie dało się odczuć dużej ilości turystów i można było nacieszyć się słońcem 🙂 


Auto i jazda po Islandii

Już kiedy wpadł mi do głowy pomysł na zwiedzenie Islandii, wiedziałam, że chcę to zrobić autem 4×4. Drogi na Islandii podzielić można na kilka kategorii (litery w nawiasach zawsze towarzyszą numerom dróg):
„jedynka” – droga o twardej nawierzchni ciągnąca się dookoła wyspy. Możemy przemierzyć ją każdym autem, a w jej pobliżu znajduje się wiele słynnych atrakcji.
drogi główne (S) – zazwyczaj asfaltowe, chć niektóre odcinki mogą być szutrowe. Do przejechania zwykłym autem. Łączą regiony wyspy.
drogi boczne (T) – to między innymi dzięki nim poznałam piękno wyspy. Przejechanie zwykłym autem osobowym może nieraz okazać się wyzwaniem. 
drogi górskie (L, F) – tu nie obędzie się bez auta 4×4. Na takiej drodze zobaczycie znak, który mówi o tym, że wjazd mają tylko auta 4×4. To dzięki nim będziecie mieli okazję pokonywać autem rzeki. Rozmieszczone są głównie w centralnej części wyspy i prowadzą przez góry i wyżyny. W określonych porach roku bywają zamknięte. Aktualny stan dróg i pogodę sprawdzicie na road.is lub pod numerem telefonu 1777 (informacja w języku angielskim). Nie kierujcie się ładną pogodą na głównej drodze. Mimo słonecznej i ciepłej aury, w głębii wyspy, na pewnej wysokości możecie spotkać śnieg.

Moim marzeniem było dostać się do Askja, a do niego właśnie prowadziła droga oznaczona literą F. Abstrachując jednak od tej atrakcji, gdybym miała po raz drugi wybrać auto na Islandię, to również byłoby to auto 4×4 ze względu na komfort jazdy i brak ograniczeń.

Najkorzystniejszą ofertę cenową udało mi się znaleźć na wypożyczenie Dacii Duster ze strony – www.guidetoiceland.is. Koszt wypożyczenia auta na 10 dni to 1 056 zł. To, oprócz paliwa, największy koszt wyprawy, co sprawia, że Islandia budżetowo nabiera nieco innego znaczenia w porównaniu do innych krajów.

Ubezpieczenie auta

Ze względu na zmienne warunki pogodowe na Islandii oraz jazdę drogami szutrowymi, gdzie Wasze auto będzie smagane przeróżnymi kamyczkami mogącymi nawet wybić szybę, polecam wybór rozszerzonego ubezpieczenia.  Nasze pochodziło ze strony – iCarhireinsurance.com. Ubezpieczenie można wykupić na minimum rok, ale i tak jest to bardzo opłacalne. Za nasze zapłaciliśmy 220 zł. Na szczęście nie było potrzeby z niego korzystać.

Pamiętajcie, że na Islandii dozwolone jest poruszanie się jedynie po wyznaczonych drogach. Wszelki off road jest zakazany. Choć wielbicieli mocnych wrażeń może kusić, to jednak ryzyko zniszczenia pięknej i delikatnej przyrody Islandii nie jest chyba tego warte. Poza tym, taki wybryk może być ukarany wysoką grzywną. Bardzo wysoką.


Noclegi

Wybrałam najtańszą opcję, czyli spanie w aucie. Nawet najbardziej budżetowe opcje noclegowe były kosmicznie drogie. Rozkładane tylnie fotele, samopomująca mata i dobry śpiwór dały na prawdę dużo komfortu. Nie mówiąc już o tym, że nie musisz się nigdzie śpieszyć i sam decydujesz gdzie, kiedy i jak długo śpisz. Spanie na dziko na Islandii jest ogólnie rzecz biorąc dozwolone, oprócz:
– terenów bliższych niż 150 metrów od zabudowań
– parków narodowych
– miejsc ze znakami zakazu

W jednym miejscu możecie spać maksymalnie jedną noc. Więcej zakazów dotyczy chyba camperów i przyczep. Jeśli podróżujecie takim środkiem transportu to nocować możecie tylko w wyznaczonych miejscach. 
My spaliśmy gdzie popadnie. Zawsze zbaczaliśmy z głównej drogi tak, by być mniej widocznym i mieć ciszę i spokój.

Warto zwrócić uwagę czy jesteście osłonięci od wiatru i stanąć np. za górką. Bywały tak wietrzne noce, że bujało całym autem.

Pola namiotowe

Jeśli Wasze auto nie pozwala na swobodne rozłożenie się w nim, możecie spokojnie wybrać namiot. Oczywiście o ile pogoda na to pozwala. Na terenie Islandii znajduje się około 44 pól namiotowych. Jeśli chodzi o  taką formę noclegu to możecie wykupić kartę CampingCard uprawniającą do spania na dowolnych campingach przez 28 nocy. Jej cena to około 15 000 koron (~400 zł). Dostaniecie ją w informacji turystycznej w Reyjkjaviku lub na oficjalnej stronie internetowej. Karta może obejmowac maksymalnie dwie osoby dorosły i czwórkę dzieci.


Tankowanie

Cena benzyny na Islandii wynosi obecnie ok. 7 zł za 1 litr. Na tej stronie znajdziecie ceny na konkretnych stacjach – www.bensinverd.is. Bardzo często stacje są automatyczne – płacicie za nie kartą. Na dystrybutorach znajdują się dokładne instrukcje – zazwyczaj wkładacie kartę do czytnika, wpisujecie PIN, a nastepnie wybieracie kwotę, za którą chcecie zatankować. Ja jednak przeważnie korzystałam z sieci stacji benzynowych Olis ze względu na to, że nasza wypożyczalnia gwarantowała nam darmową kawę na miejscu. Warto spróbować też ichniejszych hot dogów (pylsur). Według mnie są lepsze niż te w Reykjaviku 🙂 Pamiętajcie, zwłaszcza wybierając się w interior, że stacje benzynowe potrafią być od siebie oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Zawsze miejcie w zapasie benzynę i nie czekajcie z zatankowaniem do ostatniej chwili.


Jedzenie

Z Polski przywiozłam ze sobą palnik do butli i na miejscu dokupiłam gaz. W bagażu miałam także garnek. W jedzenie najlepiej zaopatrzyć się w sklepach Bonus (charakterystyczne logo ze świnią). Taka islandzka biedronka. Co ciekawe, odkryłam, że kilka produktów eksportują z Polski, np. Pringlesy (mimo wyższych cen, te są tańsze niż w Polsce). Mimo że sklep jest stosunkowo tani to pamiętajcie, że Islandia jest jednym z najbogatszych krajów, więc ceny też są odpowiednio wyższe.


Gorące źródła

W poszukiwaniu gorącego źródła korzystałam ze strony – hotpoticeland.com/category/hotpots/. Niestety większość źródeł była przepełniona ludźmi, ale końcem końców udało znaleźć mi się idealne miejsce w pięknym otoczeniu gór, bez ludzi. No, może nie licząc trójki Polaków, której też udało się tam dotrzeć. Nawet nie zdziwiło mnie, że byli to akurat Polacy 🙂


Zorza

Zorza widoczna jest na Islandii zazwyczaj od końca sierpnia do początku kwietnia. Wszystko zależy od pogody. My mieliśmy szczęście zobaczyć ją w całej okazałości. I był to jednej z piękniejszych widoków jakie widziałam w życiu. Niebo zmienia swoje kolory z sekundy na sekundę tworząc niesamowite formacje. Zorzę widzieliśmy jedynie w północnej części wyspy. Możliwe, że udało nam się to dlatego, że byliśmy z daleka od źródeł światła. Prognozowanie zorzy polarnej możecie sprawdzić na tej stronie 
www.aurora-service.eu/aurora-forecast/.


Internet

Możecie korzystać za darmo z wifi nawiększości stacji beznynowych czy też w punktach informacji turystycznej. Miejscowa karta SIM (sieć nazywa się SIMMIN) to koszt ok. 60 zł za 1GB.


Jakie ubrania zabrać ze sobą?

Ze względu na nieraz szybko zmieniającą się pogodę, warto ubierać się „na cebulkę”. Będzie nam łatwo dostosowywać się do zmiennych warunków. A co warto zabrać ze sobą?
bielizna termoaktywna, ciepłe skarpetki (najlepiej wełniane) – ja zaopatrzyłam się w nie w jednym ze sklepów na miejscu, superciepłe!
polar
soft shell, czyli wiatroszczelne i ciepłe ubranie
peleryna i spodnie przeciwdeszczowe – przydały się zwłaszcza na wulkanie Askja
ciepła czapka i rękawiczki (mnie szczególnie sprawdziły się takie ze zdejmowanymi palcami, mogłyby tylko mniej przemakać)
buty trekingowe – polecam szczególnie te za kostkę, wytrzymałe i stabilne
kostium kąpielowy i ręcznik – przydatne przy kąpieli w gorących źródłach.


Islandia budżetowo – podsumowanie kosztów (na 2osoby)

-bilety lotnicze + 1 bagaż rejestrowany (obe strony) – 1 292 zł
-wypożyczenie auta – Dacia Duster 4×4 – 1056 zł
-ubezpieczenie auta – 220 zł
-paliwo – 1290 zł
-ubezpieczenie zdrowotne – 142 zł
-muzeum Reykjavik – 100zł
-zakupy w sklepach bonus – 468 zł


Dajcie znać czy podoba Wam się taka forma podsumowania wyprawy.  I czy pomocne są dla was porady, które przedstawiłam 🙂

Europa, Podróże

Relacja z Islandii / Część 2

21 listopada, 2018

Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu taka forma dzielenia się przeżyciami z podróży, czyli przewodnik po Islandii. Dla osób, które odwiedzają stronę po raz pierwszy, podaję link do poprzedniej relacji. A przed nami – przewodnik po Islandii – część 2!

Islandia dzień czwarty. Ruszyliśmy w stronę czarnej plaży Reynisfjara. Po drodze ominęliśmy popularną atrakcję – wrak samolotu.
Wracając do plaży, nie bez powodu nazywana jest najpiękniejszą plażą świata. Niesamowity kolor zieleni, bazaltowe skały, czarny piasek,
to wszystko tworzy wyjątkowy klimat, a człowiek czuję się tutaj maciupeńki!

co zwiedzić na Islandii

Jesteśmy już gotowi opuszczać południową Islandię, aby kierować się na północ. Zahaczamy jeszcze o miasto Vik, gdzie korzystamy z pryszniców. Swoją drogą, byłam w szoku w jak dobrym stanie są publiczne (i darmowe!) prysznice na Islandii.

Świeżutcy pojechaliśmy zwiedzić jeszcze największy lodowiec Islandii – Vatnajökull. Zostawiliśmy auto na parkingu i ruszyliśmy w stronę jęzora lodowca. Naszym skromnym celem było dotknięcie lodowca, ale dla poszukiwaczy przygód są organizowane piesze wycieczki bezpośrednio po jego powierzchni. Na pierwszy rzut oka, lodowiec wyglądał dla mnie jak hałda węgla przyprószona śniegiem, ale z bliska robiła to zupełnie inne wrażenie.

vatnajokull islandia

Zbliżał się już zmrok, więc ruszyliśmy prędko w kierunku ostatniej atrakcji tego dnia – jeziora Jökulsárlón. Zatrzymaliśmy się na parkingu skąd mieliśmy piękny widok na jezioro z bryłami lodowymi. Zbierając powoli szczękę z ziemi (widok jest niesamowity!), ruszyliśmy nadrobić jeszcze trochę drogi i znaleźć miejsce na nocleg.

Nocleg znaleźliśmy w tej lokalizacji – 64.34696, -15.38974. A rano skorzystaliśmy z pryszniców w miejscowości Hofn, gdzie znajduje się kemping. Dalej kierowała nas już droga wiodąca wzdłuż oceanu. Islandia nie przestaje mnie zaskakiwać!

islandia

Po drodze zobaczyliśmy w dali wodospad, a ponieważ kończyła nam się woda, pomyśleliśmy, że to dobra okazja na uzupełnienie zapasów. Kiedy wdrapaliśmy się na górę, zaskoczył nas niesamowity widok na rozlewiska. Coś pięknego!

islandia-wodospad
islandia-widok

W tym dniu mieliśmy do pokonania sporo kilometrów, pamiętając ciągle o wysokich mandatach za przekroczenie prędkości (90 km/h) 😉 Następnego ranka ruszyliśmy w stronę wraku statku z II wojny światowej. To w czasie tej drogi poczułam moc auta 4×4 z wysokim zawieszeniem 🙂 Droga była bardzo kręta i stroma, więc wymagało to ciągłego manewrowania sprzęgłem.

islandia-wrak-statku
islandia-wrak-statku
islandia-wrak-statku

Kolejnym celem był wodospad Dettifoss. Niezwykle potężny. Podobno w czasie 1 sekundy przepływa przez niego 193 m3 wody. W pobliżu jest także drugi wodospad – Sellfoss (ok. 1.5 km dalej). Całość w otoczeniu kanionu, co dodaje tylko niesamowitości temu miejscu. Islandia nie daje za wygraną. Po raz kolejny zbieram szczękę z ziemi.

sellfoss-islandia

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy wyprawę do krateru Askja. Droga była jak nie z tej ziemi. Momentami na prawdę miałam wrażenie, że jestem na Księżycu. A po drodze mijaliśmy taką o to uroczą stację benzynową 🙂

askja-stacja-benzynowa
askja-droga
askja-droga

Mimo zachwytów, droga wcale nie należała do łatwych. Prowadzi tam droga oznaczona literą F. Litera ta oznacza, że przejechać ją można jedynie autem z napędem 4×4. Spowodowane jest to tym, że musicie np. przejechać po drodze rzekę lub dwie. Lub więcej. Początkowo droga wydała mi się całkiem w porządku. Ot, taka zwykła, szutrowa. Po kilku kilometrach natknęliśmy się na pierwszą 'rzekę'. A raczej mały strumyk, który w moich oczach stał się rwącą, górską rzeką. Pokonaliśmy spokojnie, na pierwszym biegu wodę i ruszyliśmy dalej. I tu zaczęły się schody. A raczej prawdziwa rzeka. Zdjęcie jest słabej jakości, ponieważ to screen z kamery. 

Na zdjęciu widzicie Argentyńczyka, który jechał za nami z córką i mieli dokładnie takie samo auto jak my. Zastanawiacie się co robi ten człowiek? Otóż kijem do nordic walking sprawdza dno i głębokość wody. Nie byliśmy zbyt odważni, zwłaszcza patrząc na wielkie naklejki w naszych autach mówiące – auto nie nadaje się do przekraczania rzek 🙂

islandia-rzeka
islandia-rzeka

Pan Argentyńczyk stwierdził jednak, że za długo tu leciał i bilety zbyt dużo go kosztowały, żeby teraz zrezygnować 🙂 Ruszyliśmy, więc przez rzekę, a na samym jej środku miałam już wizję jak woda zalewa silnik. Udało się jednak przejechać wszystkie rzeki bez problemów. 

askja

Po niesamowitej trasie dotarliśmy na miejsce. Spotkał nas śnieg z deszczem i silny wiatr. Na taką pogodę zdecydowanie nie byliśmy przygotowani. Przemokliśmy do suchej nitki, dosłownie. A zimny wiatr dawał poczucie, że wszystko po kolei nam zamarza. Udało nam się jednak dojść do miejsca skąd widać krater. Ścieżka do krateru była zamknięta ze względu na niebezpieczeństwo. Nie widząc punktu, do którego turyści mogą bezpiecznie dojść, oczywiście go przekroczyliśmy, co przepłaciliśmy wspinaniem się po zasiarcznym zboczu, na którym ciężko było postawić nogę.

Cali przemoczeni przebraliśmy się na dworze i ruszyliśmyw droge powrotną. Brrrr, na samą myśl o tej historii robi mi się zimno!

A Wy mieliście okazję być na Islandii? Jaka była Wasza najzimniejsza przygoda? 🙂

Europa, Podróże

Relacja z Islandii / Część 1

18 listopada, 2018

Drodzy, chciałabym podzielić się z Wami relacją z mojej podróży, która majednoczesnie stanowić przewodnik po Islandii. Kraju, który zachwycił mnie swoją przyrodą, tajemniczością i różnorodnością. Po relacji, dodam również wpisz praktycznymi wskazówkami – jak zorganizować taką podróż, a przy tym nie wydać majątku. A tymczasem, zaczynamy!

Poniżej możecie zobaczyć przejechaną przez nas całą trasę.

przewodnik po islandii

Po 4.5h locie (Wizzair) udało nam się dotrzeć na lotnisko w Keflaviku. Na zewnątrz było już ciemno, więc ciężko było nam ocenić cokolwiek. Za to na lotnisku od razu moją uwagę przykuły kraniki z pitną wodą z lodowca 🙂 Po wyjściu z samolotu ruszyliśmy w poszukiwaniu wysłannika wypożyczalni, aby odebrać auto. Zdecydowaliśmy się na Dacię Duster ze względu na to, że był najtańszym autem 4×4, w którym można było też spać we dwójkę. Na stacji benzynowej zaopatrzyliśmy się we wkład do butli gazowej i ruszyliśmy w drogę… Niedługą. Ze względu na późną porę – zaparkowaliśmy w Grindaviku oddalonego o 25 km i tam spędziliśmy noc.

przewodnik po islandii

Bonus – tanie zakupy na Islandii

Po wstaniu przywitało nas słońce i (prawie) 20 st. C! Baaardzo pozytywne zaskoczenie. Zwłaszcza, że wiele osób uprzedzało mnie przed kapryśną islandzką pogodą we wrześniu. Uruchomiliśmy auto i ruszyliśmy do naszego pierwszego punktu – marketu BONUS 😉 Cel – zrobienie małych chrześcijańskich zakupów – woda, chleb, trochę puszek i kuskus (od tamtej pory najlepszy przyjaciel w podróży). Zaopatrzeni w prowiant, ruszyliśmy w drogę. Docieramy do jeziora Kerid znajdującego się w kraterze wulkanu.Jedno z nielicznych miejsc, do którego obowiązuje bilet (koszt ok. 15 zł). Możecie obejść lub zejść, aby zamoczyć palec lub cokolwiek chcecie.

przewodnik po islandii

Golden Circle – tłoczno, ale wyjątkowo

Kolejnym punktem na naszej mapie było (niestety) najbardziej turystyczne miejsce na Islandii (no może zaraz po Blue Lagoon) – Golden Circle. Na Złoty Krąg składają się: Park Narodowy Þingvellir, obszar geotermalny Geysir i wodospad Gullfoss. My zwiedziliśmy jedynie dwa ostatnie miejsca. Geysir to najstarszy na świecie gejzer, od którego twory te wzięły nazwę 🙂

przewodnik po islandii

Na mnie jednak większe wrażenie zrobił gejzer Strokkur, który wybucha średnio, co 5 minut. Wszyscy stoją więc w pobliżu i czekają z kamerami na kolejny wyrzut. Gorący strumień wyrzucany jest na wysokość od kilku do kilkunastu metrów a podczas opadania sunie na Was ogromna ilość gorących oparów.

przewodnik po islandii

Islandia – kraina wodospadem płynąca

Będąc już w tej okolicy można podjechać do położonego w pobliżu wodospadu Gullfoss. Przy dobrej pogodzie będziecie mogli ujrzeć również nad nim tęcze, tak jak my 🙂 Atrakcję tę polecam z czystym sumieniem, robi ogromne wrażenie.

przewodnik po islandii
przewodnik po islandii

Po odwiedzeniu Gullfoss pojechaliśmy do kolejnego wodospadu – Seljalansfoss, który był według mnie najciekawszym wodospadem, ponieważ był wysoki i można było za nim przejść 🙂 Niestety kiedy do niego dotarliśmy było już prawie ciemno, więc uznaliśmy, że wchodzenie po śliskich schodach nocą może być zbyt niebezpieczne. Poza tym było już straasznie zimno.

Ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca do zatrzymania na nocleg. Przez to, że było kompletnie ciemno, nie mieliśmy pojęcia co nas otacza. Rano podnosząc głowy ujrzeliśmy to:

przewodnik po islandii

Kolejnym punktem był najstarszy basen geotermalny na Islandii – Seljavallalaug. Od parkingu dzieliło nas do niego 2 km pieszej wędrówki. Byliśmy przygotowani na kąpiel w nim, jednak ostatecznie nie zrobiliśmy tego ze względu na to, że przyszło w tym czasie sporo osób a woda była zimno-letnia. Jednak wiem, że nie jest to standardem.

Skogafoss to kolejny wodospad na naszej trasie. Chyba najczęściej fotografowany wodospad na Islandii. Możecie go podziwiać z dółu jak i z góry.

przewodnik po islandii

Ostatnim punktem tego dnia był lodowiec Sólheimajökull.

przewodnik po islandii

KOLEJNA RELACJA DOSTĘPNA TUTAJ.