Archives:

Azja, Podróże

Jordania na weekend. Kompletny przewodnik

7 avril 2019

Jordania była pierwszym odwiedzonym przeze mnie krajem islamskim. I od razu zachwyciła swoim pięknem, kulturą, bogactwem kuchni oraz odmiennością krajobrazu. Wyprawa odbyła się w grudniu 2018, a czasu na przygotowanie było niewiele. Jak zatem przygotować się do odwiedzenia Jordanii w krótkim czasie? Nic prostszego! Przed wami Jordania na weekend.

Jordania – po co w ogóle tam lecieć?

Jordania od niedawna stała się bardzo dostępnym dla turystów krajem. Kraj otworzył się na masową turystykę głównie za sprawą tanich lotów. Zobaczycie tu nie tylko jeden z cudów świata – Petrę, ale także przepiękne wąwozy, pustynie, spróbujecie pysznej kuchni, czy poczujecie klimat kultury islamu.

jordania

Jordania na weekend – jak się dostać?

Od października 2018 r. Ryanair wprowadził regularne loty do stolicy Jordanii – Ammanu. Najniższa cena biletu w obie strony jaką widziałam to 78 zł. Wylot możliwy jest z Krakowa lub Warszawy (Modlin) dwa razy w tygodniu w poniedziałki i piątki. Stwarza to idealną możliwość polecenia do Jordanii na weekend.
Jeśli chcecie dostać się do Jordanii drogą lądową od strony Izraela – możecie wybrać trzy miejsca: Jordan River (Sheikh Hussein) na północy, King Hussein Bridge (Allenby) na zachodnim brzegu (nie dostaniecie tu wizy) oraz Yitzhak Rabin (Wadi Araba) na południu. 

Wiza

Od obywateli Polski wymagana jest wiza, aby wkroczyć na teren Jordanii. Niezbędny będzie również paszport ważny minimum 6 miesięcy od daty wjazdu na teren tego kraju. Nie potrzebujecie żadnych dodatkowych zdjęć czy dokumentów. Wizę możecie otrzymać na lotnisku (tzw. visa on arrival). Jej cena to 40 JOD przy pobytach krótszych niż 3 dni. Powyżej 3 dni – 10 JOD. No chyba, że jesteście posiadaczami Jordan Pass.

Jordan Pass

Dzięki Jordan Pass wejdziecie do niemalże 40 atrakcji w całym kraju za darmo. Dostępna jest w trzech opcjach – na 1, 2 lub 3 dni za odpowiednio 70, 75 lub 80 JOD. Jest ważna 12 miesięcy od daty zakupu, ale nie będzie ważna po dwóch tygodniach od pierwszego zeskanowania. Jordan Pass zawlania was równiez z opłaty za wizę, ale tylko pod warunkiem, że spędzicie w kraju nie mniej niż 4 dni (3 noce). Karte zakupicie tutaj. Po zakupie wystarczy ją wydrukować oraz ściągnąć na telefon. Ważna informacja – karta jest imienna i nie może byc przekazywana na inne osoby.

Waluta

Walutą obowiązującą w Jordanii jest dinar jordański (JOD/Jordan Dinar). Kurs tej waluty jest sztywny w stosunku do dolara 1$ = 0,7 JOD. Warto więc zabrać ze sobą dolary w gotówce. Jedynie raz spotkałam się z niższym przelicznikiem (w hostelu). Dolary wymienicie bez problemu na lotnisku w oficjalnych punktach. Zobaczycie je na pewno po drodze, wychodząc z samolotu.

Ubezpieczenia, szczepienia, zdrowie

Tak, jak w przypadku innych krajów, wybierając się do Jordanii warto zakupić ubezpieczenie na czas waszego pobytu. Koszt wizyty lekarskiej to od 15 do 30 JOD, a pobyt w szpitalu od 15 do 80 JOD za dzień. Usługi za zabiegi oraz leki naliczane są oddzielnie. Jak podaje MSZ, opieka medyczna w miastach, a zwłaszcza w Ammanie, jest na wysokim poziomie. Przyjezdnych nie obowiązują żadne obowiązkowe szczepienia. MSZ ostrzega przed zatruciem pokarmowym oraz zakażeniem amebą. Zaleca się, by dokładnie myć owoce i warzywa przed spożyciem i unikać barów czy restauracji o wątpliwym standardzie.

Noclegi

Noclegi bez problemu zarezerwujecie na stronie Booking.com. Poniżej przedstawiłam listę wszystkich wybranych przeze mnie noclegów wraz z ceną.
– Pustynia Wadi Rum – Bedouin story Camp – 9 JOD. Dodatkowo musiałam zapłacić 10 JOD za transport z parkingu do obozu. Mogłam równiez wykupić obiad za 5 JOD oraz kolację za 10 JOD. z Żadnego nie skorzystałam ze względu na oszczedności, ale nasz beduin ulitował się nad nami i zaproponował kolację za darmo. Może dlatego, że byłyśmy jedynymi turystkami, które jej nie wykupiły 😉 Śniadanie jest w cenie. Pyszne! Dokładne informacje jak wygląda nocleg w takich namiotach jak na zdjęciu poniżej tutaj. 
– Petra – 
– Madaba – Moab Land Hotel – 18,2 JOD za pokój 2-osobowy z balkonem w samym centrum miasta ze śniadaniem. Nadachu budynku znajduje się piękny taras z widokiem na meczet. A do tego przemiła obsługa, fajny standard i pyszne jedzenie. Zdecydowanie mój najlepszy nocleg w Jordanii.

jordania na weekend

Podróżowanie po Jordanii – transport

Do najpopularniejszych miejsc dostaniecie się publicznym środkiem transportu. Ja zdecydowałam się jednak na wynajęcie auta ze względu na oszczędność czasu i większą elastyczność. Polecam tę formę transportu w Jordanii każdemu. Co prawda, wypożyczając zwykłe auto bez napędu na 4 koła, nie przejedziecie się po pustyni, ale wciąż, jazda po kraju daje dużo radości 🙂 Drogi są w dobrym albo bardzo dobrym stanie. Z północy na południe ciągną się trzy autostrady – Desert Highway, King’s Highway oraz Dead Sea Highway. Bez dwóch zdań najpiękniejsza była dla mnie Desert Higway, która przebiega wzdłuż Morza Martwego, tuż przy granicy z Izraelem. Ruch na autostradach jest niewielki. Sytuacja wygląda nieco inaczej w okolicach dużych miast. W całym kraju zauważyłam podobne zachowania kierowców – nieużywanie kierunkowskazów oraz niezwracanie uwagi na pasy ruchu. Po krótkim czasie da się jednak do tego przyzwyczaić.

Paliwo

Zaskakujące było dla mnie to, że na każdej stacji benzynowej była jedna i ta sama cena benzyny – 0,44 JOD (2,50PLN) za litr diesla. Jeśli chodzi o benzynę, to do wyboru mamy 90- lub 95-oktanową. Na każdej stacji można było płacić kartą, ale wiem, że to kwestia szczęścia, więc lepiej miejcie ze sobą zapas gotówki.

Ubiór

Jeśli podróżujecie w parze lub z osobą odmiennej płci to dla wszego spokoju lepiej mówić, że jest się małżeństwem, ma sie dzieci i nie jest się ateistą. Moja sytuacja była nieco utrudniona, ponieważ moim towarzyszem była koleżanka. Zachowałysmy jednak środki ostrożności takie jak niewychodzenie po zmroku (z wyjątkiem pobliskiej knajpy czy sklepu). Wszelkie wyjście po zmroku wiązało się z komentarzami mężczyzn, robieniem zdjęć czy kręcieniem filmów z naszym udziałem.W moim odczuciu była to jednak bardziej ciekawość niż chęć zrobienia czegoś złego.

Jeśli chodzi o ubiór to nie poleca się noszenia bardzo odkrytych czy obcisłych strojów. Ot, tyle.

Jordania – najważniejsze atrakcje

Wadi Rum – noc na pustyni – przez wielu, pustynia ta jest uważana jest za najpiękniejszą na świecie. Po zobaczeniu przepięknego zachodu słońca, który zdawał się podkreślać jeszcze bardziej czerwień piasku, już wiem skąd taki zaszczytny tytuł. Cały krajobraz Wadi Rum był dla mnie wyobrażeniem pomieszania australijskiego interioru z Marsem. To tutaj kręcony był słynny film « Marsjanin ». Tak jak ponad 50 innych filmów fabularnych.

Petra – odkryj świat Nabatejczyków – główna atrakcja Jordanii, dla której większość turystów przybywa do tego kraju. Jeden z cudów świata, znany m.in. z filmów z Indiana Jones. Zwiedzanie Petry możliwe jest od 6:00 do 16:00. Warto wybrać się tam z samego rana, co pozwoli wam zachwycać się pieknem Petry niejednokrotnie bez ani jednego innego turysty.

Mała Petra – co prawda nie robitak dużego wrażenie jak Petra, ale uważam, że warto ją zobaczyć.Za czasów Nabatejczyków pełniła funkcję przedmieścia Petry. Nieopodal wejścia znajduje się parking. 

Wadi Mujib – należy on do Rezerwatu Biosfery Mujib – najniżej położonego rezerwatu na świecie (420 m p.p.m.). Jest to przepiękny kanion, na dnie którego płynie wartka rzeka. Może spróbować tutaj swoich sił w kanioningu. Rezerwat jest niedostępny dla turystów w okresie zimowym.

Morze Martwe – z roku na rok zmniejszająca się depresja znajduje się 400 m. p.p.m. Kąpiele w Morzu martwym nie powinny sprawić trudności nawet osobom nie potrafiącym pływać, wszystko dzięki wysokiemu zasoleniu wody, która sama wypycha nas ku powierzchni. Zabronione jest jednak kąpanie się w niedozowlonych miejscach. Jest to bardzo niebezpieczne.

Góra Nebo – miejsce śmierci Mojżesza. Na Górze Nebo znajduje się symboliczny krzyż opleciony wężem oraz Sanktuarium Mojżesza. Jeśli tylko pogoda dopisze, zobaczycie z jej szczytu niesamowity widok na całą okolicę. Bilet wstępu to 2 JOD.

Kasr al-Jahud – miejsce chrztu Jezusa – to tu, w rzece Jordan, Jan Chrzciciel dokonał chrztu Jezusa. Dookoła zobaczycie pełno tabliczek, które ostrzegać was będa przed schodzenie z wytyczonych ścieżek. Teren wokół jest bowiem zaminowany.

Madaba – zabytkowa mozaika – w samym centrum miasta znajduje się grecka cerkiew św. Jerzego, w środku której znajdziecie zabytkową mozaikową mapę Ziemi Świętej z 560 r. Powstała z 2 milionów kawałków, a jej zrobienie zajęło 6 lat. Choć mozaika nie zachowała się w idealnym stanie to do dziś przetrwał kawałek, na którym znajduje się Jerozolima czy Jerycho. Jest to chyba główna atrakcja Madaby, głównie ze względu na fakt, iż jest to najlepsza mapa topograficzna sprzed powstania współcześnie znanej nam kartografii oraz najstarsza zachowana mapa Ziemi Świętej. Mozaikę zwiedzać możecie w godzinach 8-17, a za bilet wstępu zapłacicie 1 JOD.

Amman – stolica Jordanii. Zobaczycie tu starożytne atrakcje takiej jak cytadelę czy amfiteatr. Możecie tu także zwiedzić meczet od środka. Pierwsza myśl po zobaczeniu Ammanu to ogromny chaos, ale nasze zdanie zmienia się z każdą godziną spędzoną w tym mieście.

Al-Khazneh – skarbiec Faraona

Kerak – zamek Krzyżowców

Jak widzicie, Jordania na weekend jest możliwa i w 3-4 dni można zwiedzić na prawdę wiele rzeczy. A dla chcących zwiedzieć ten region jeszcze dokładniej istnieje opcja przedłużenia weekendu o cały tydzień 🙂

jordania na weekend
Podróże

Najlepsze blogi podróżnicze według On the Way

30 mars 2019

1. Adamant Wanderer

http://www.adamantwanderer.com/

Ulę śledzę niemalże od początku istnienia jej bloga. To niezwykle inspirujące patrzeć jak się rozwija i odwiedza kolejne zakątki świata. Dostarcza przy tym niezwykłych doznań estetycznych poprzez swoje zdjęcia. A do tego serwuje nam nietuzinkowe dania! Najbardziej jednak cenię Ulę za swoje podejście do świata i wartości, które prezentuje.

2. Marcin Wesołowski

https://wesolowski.co/

To przykład bloga, którego świetnie się czyta. Kunsztu pisarstwa nie jeden bloger mógłby mu pozazdrościć, a do tego opisuje miejsca w sposób, o którym nawet byśmy nie pomyśleli, dostarczjąc nam przy tym praktycznym informacji. I te zdjęcia!

3. Czas na wywczas

https://czasnawywczas.pl/

Tego bloga śledże od stosunkowo niedawna, alejuz od pierwszego wejrzenia wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Autorzy poruszają szeroko pojęty temat efektywnego podróżowania tak, by czerpać z wyjazdów jak najwięcej, nie nadszarpując przy tym budżetu. 

4. Ice Story

http://icestory.pl/

Idealna lektura dla fanów Islandii. Autorzy bloga w niezwykły sposób opowiadają o krainie lodu i ognia łacząc ciekawe historie z niezwykłą wrażliwością na przyrodę, ludzi czy otaczające ich zjawiska. Świetny przykład bloga, który specjalizuje się w konkretnym regionie świata.

5. Znaj Kraj

https://www.znajkraj.pl/

Wśród gąszcza blogów o podróżach po świecie, znaleźć można także perełki opisujące nasz kraj. Przykład jest właśnie ten blog. Autor jest prawidzwym fanem rowerów i zwiedza na nich co się da! A jeśli się nie da, to też to zwiedzi. Prawdziwa gratka dla fanów rowerowego zwiedzania,

Europa, Podróże

Islandia budżetowo – praktyczne porady

24 février 2019

Po relacji z podróży, czas na praktyczny wpis jak zorganizować wyprawę na Islandię i nie wydać przy tym majątku. Islandia budżetowo? Czy to w ogóle możliwe? Wyprawa na Islandię, zwłaszcza jeśli chcemy objechać wyspę autem 4×4, z pewnością do najtańszych nie należy, ale na wielu rzeczach możemy w prosty sposób zaoszczędzić. Mam nadzieję, że choć część z moich porad przyda Wam się w podróży. Na samym dole wpisu znajdziecie podsumowanie kosztów wyprawy.

Islandia to kraj, o którym wciąż nie mogę zapomnieć. Niesamowite krajobrazy zmieniające się wraz z przebytymi kilometrami. Cisza i spokój przerywane szumem wodospadów. Bajkowy kolor zieleni. Wulkany. Ocean. I góry. Jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z moją relacją, zapraszam tutaj. A tymczasem, do dzieła!


Bilety lotnicze i termin lotu

Najkorzystniejszą ofertę wylotu i powrotu do Warszawy znalazłam na stronie Wizzaira. Na dwie osoby wykupiliśmy bagaż rejestrowany do 23kg. Koszt to 427 zł w obie strony. Dokupiliśmy również jeden bagaż rejestrowany w obie strony za 438 zł. Islandię odwiedzałam w drugiej połowie września.
Choć Islandii było mi ciągle mało, to jednak 10 dni na wyspie uważam za optymalny czas. Nie starczyło mi go tylko na północno-zachodnie fiordy.


Pogoda

Odwiedzałam Islandię 14-24 września. Choć nie mam porównania to słyszałam, że kończy się już wtedy okres turystyczny, a pogoda zmienną potrafi być. Ja mówi znane powiedzenie « Kiedy jesteś w Islandii, a pogoda nie podba się, poczekaj 5 minut ». Aktualną pogodę i ostrzeżenia sprawdzicie tutaj.
Osobiście byłam jednak bardzo zadowolona. Nie dało się odczuć dużej ilości turystów i można było nacieszyć się słońcem 🙂 


Auto i jazda po Islandii

Już kiedy wpadł mi do głowy pomysł na zwiedzenie Islandii, wiedziałam, że chcę to zrobić autem 4×4. Drogi na Islandii podzielić można na kilka kategorii (litery w nawiasach zawsze towarzyszą numerom dróg):
« jedynka » – droga o twardej nawierzchni ciągnąca się dookoła wyspy. Możemy przemierzyć ją każdym autem, a w jej pobliżu znajduje się wiele słynnych atrakcji.
drogi główne (S) – zazwyczaj asfaltowe, chć niektóre odcinki mogą być szutrowe. Do przejechania zwykłym autem. Łączą regiony wyspy.
drogi boczne (T) – to między innymi dzięki nim poznałam piękno wyspy. Przejechanie zwykłym autem osobowym może nieraz okazać się wyzwaniem. 
drogi górskie (L, F) – tu nie obędzie się bez auta 4×4. Na takiej drodze zobaczycie znak, który mówi o tym, że wjazd mają tylko auta 4×4. To dzięki nim będziecie mieli okazję pokonywać autem rzeki. Rozmieszczone są głównie w centralnej części wyspy i prowadzą przez góry i wyżyny. W określonych porach roku bywają zamknięte. Aktualny stan dróg i pogodę sprawdzicie na road.is lub pod numerem telefonu 1777 (informacja w języku angielskim). Nie kierujcie się ładną pogodą na głównej drodze. Mimo słonecznej i ciepłej aury, w głębii wyspy, na pewnej wysokości możecie spotkać śnieg.

Moim marzeniem było dostać się do Askja, a do niego właśnie prowadziła droga oznaczona literą F. Abstrachując jednak od tej atrakcji, gdybym miała po raz drugi wybrać auto na Islandię, to również byłoby to auto 4×4 ze względu na komfort jazdy i brak ograniczeń.

Najkorzystniejszą ofertę cenową udało mi się znaleźć na wypożyczenie Dacii Duster ze strony – www.guidetoiceland.is. Koszt wypożyczenia auta na 10 dni to 1 056 zł. To, oprócz paliwa, największy koszt wyprawy, co sprawia, że Islandia budżetowo nabiera nieco innego znaczenia w porównaniu do innych krajów.

Ubezpieczenie auta

Ze względu na zmienne warunki pogodowe na Islandii oraz jazdę drogami szutrowymi, gdzie Wasze auto będzie smagane przeróżnymi kamyczkami mogącymi nawet wybić szybę, polecam wybór rozszerzonego ubezpieczenia.  Nasze pochodziło ze strony – iCarhireinsurance.com. Ubezpieczenie można wykupić na minimum rok, ale i tak jest to bardzo opłacalne. Za nasze zapłaciliśmy 220 zł. Na szczęście nie było potrzeby z niego korzystać.

Pamiętajcie, że na Islandii dozwolone jest poruszanie się jedynie po wyznaczonych drogach. Wszelki off road jest zakazany. Choć wielbicieli mocnych wrażeń może kusić, to jednak ryzyko zniszczenia pięknej i delikatnej przyrody Islandii nie jest chyba tego warte. Poza tym, taki wybryk może być ukarany wysoką grzywną. Bardzo wysoką.


Noclegi

Wybrałam najtańszą opcję, czyli spanie w aucie. Nawet najbardziej budżetowe opcje noclegowe były kosmicznie drogie. Rozkładane tylnie fotele, samopomująca mata i dobry śpiwór dały na prawdę dużo komfortu. Nie mówiąc już o tym, że nie musisz się nigdzie śpieszyć i sam decydujesz gdzie, kiedy i jak długo śpisz. Spanie na dziko na Islandii jest ogólnie rzecz biorąc dozwolone, oprócz:
– terenów bliższych niż 150 metrów od zabudowań
– parków narodowych
– miejsc ze znakami zakazu

W jednym miejscu możecie spać maksymalnie jedną noc. Więcej zakazów dotyczy chyba camperów i przyczep. Jeśli podróżujecie takim środkiem transportu to nocować możecie tylko w wyznaczonych miejscach. 
My spaliśmy gdzie popadnie. Zawsze zbaczaliśmy z głównej drogi tak, by być mniej widocznym i mieć ciszę i spokój.

Warto zwrócić uwagę czy jesteście osłonięci od wiatru i stanąć np. za górką. Bywały tak wietrzne noce, że bujało całym autem.

Pola namiotowe

Jeśli Wasze auto nie pozwala na swobodne rozłożenie się w nim, możecie spokojnie wybrać namiot. Oczywiście o ile pogoda na to pozwala. Na terenie Islandii znajduje się około 44 pól namiotowych. Jeśli chodzi o  taką formę noclegu to możecie wykupić kartę CampingCard uprawniającą do spania na dowolnych campingach przez 28 nocy. Jej cena to około 15 000 koron (~400 zł). Dostaniecie ją w informacji turystycznej w Reyjkjaviku lub na oficjalnej stronie internetowej. Karta może obejmowac maksymalnie dwie osoby dorosły i czwórkę dzieci.


Tankowanie

Cena benzyny na Islandii wynosi obecnie ok. 7 zł za 1 litr. Na tej stronie znajdziecie ceny na konkretnych stacjach – www.bensinverd.is. Bardzo często stacje są automatyczne – płacicie za nie kartą. Na dystrybutorach znajdują się dokładne instrukcje – zazwyczaj wkładacie kartę do czytnika, wpisujecie PIN, a nastepnie wybieracie kwotę, za którą chcecie zatankować. Ja jednak przeważnie korzystałam z sieci stacji benzynowych Olis ze względu na to, że nasza wypożyczalnia gwarantowała nam darmową kawę na miejscu. Warto spróbować też ichniejszych hot dogów (pylsur). Według mnie są lepsze niż te w Reykjaviku 🙂 Pamiętajcie, zwłaszcza wybierając się w interior, że stacje benzynowe potrafią być od siebie oddalone nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Zawsze miejcie w zapasie benzynę i nie czekajcie z zatankowaniem do ostatniej chwili.

ollis

Jedzenie

Z Polski przywiozłam ze sobą palnik do butli i na miejscu dokupiłam gaz. W bagażu miałam także garnek. W jedzenie najlepiej zaopatrzyć się w sklepach Bonus (charakterystyczne logo ze świnią). Taka islandzka biedronka. Co ciekawe, odkryłam, że kilka produktów eksportują z Polski, np. Pringlesy (mimo wyższych cen, te są tańsze niż w Polsce). Mimo że sklep jest stosunkowo tani to pamiętajcie, że Islandia jest jednym z najbogatszych krajów, więc ceny też są odpowiednio wyższe.

bonus mapa

Gorące źródła

W poszukiwaniu gorącego źródła korzystałam ze strony – hotpoticeland.com/category/hotpots/. Niestety większość źródeł była przepełniona ludźmi, ale końcem końców udało znaleźć mi się idealne miejsce w pięknym otoczeniu gór, bez ludzi. No, może nie licząc trójki Polaków, której też udało się tam dotrzeć. Nawet nie zdziwiło mnie, że byli to akurat Polacy 🙂


Zorza

Zorza widoczna jest na Islandii zazwyczaj od końca sierpnia do początku kwietnia. Wszystko zależy od pogody. My mieliśmy szczęście zobaczyć ją w całej okazałości. I był to jednej z piękniejszych widoków jakie widziałam w życiu. Niebo zmienia swoje kolory z sekundy na sekundę tworząc niesamowite formacje. Zorzę widzieliśmy jedynie w północnej części wyspy. Możliwe, że udało nam się to dlatego, że byliśmy z daleka od źródeł światła. Prognozowanie zorzy polarnej możecie sprawdzić na tej stronie 
www.aurora-service.eu/aurora-forecast/.


Internet

Możecie korzystać za darmo z wifi nawiększości stacji beznynowych czy też w punktach informacji turystycznej. Miejscowa karta SIM (sieć nazywa się SIMMIN) to koszt ok. 60 zł za 1GB.


Jakie ubrania zabrać ze sobą?

Ze względu na nieraz szybko zmieniającą się pogodę, warto ubierać się « na cebulkę ». Będzie nam łatwo dostosowywać się do zmiennych warunków. A co warto zabrać ze sobą?
bielizna termoaktywna, ciepłe skarpetki (najlepiej wełniane) – ja zaopatrzyłam się w nie w jednym ze sklepów na miejscu, superciepłe!
polar
soft shell, czyli wiatroszczelne i ciepłe ubranie
peleryna i spodnie przeciwdeszczowe – przydały się zwłaszcza na wulkanie Askja
ciepła czapka i rękawiczki (mnie szczególnie sprawdziły się takie ze zdejmowanymi palcami, mogłyby tylko mniej przemakać)
buty trekingowe – polecam szczególnie te za kostkę, wytrzymałe i stabilne
kostium kąpielowy i ręcznik – przydatne przy kąpieli w gorących źródłach.


Islandia budżetowo – podsumowanie kosztów (na 2osoby)

-bilety lotnicze + 1 bagaż rejestrowany (obe strony) – 1 292 zł
-wypożyczenie auta – Dacia Duster 4×4 – 1056 zł
-ubezpieczenie auta – 220 zł
-paliwo – 1290 zł
-ubezpieczenie zdrowotne – 142 zł
-muzeum Reykjavik – 100zł
-zakupy w sklepach bonus – 468 zł


Dajcie znać czy podoba Wam się taka forma podsumowania wyprawy.  I czy pomocne są dla was porady, które przedstawiłam 🙂

Europa, Podróże

Relacja z Islandii / Część 3

29 janvier 2019

Przed nami kolejna i ostatnia już część relacji z Islandii, która, mam nadzieję, posłuży też jako przewodnik po Islandii. Poprzednie części możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Następny dzień rozpoczęliśmy od suszenia ubrań. Po wyprawie na Viti, wszystkie nasze ubrania były przemoczone do suchej nitki. W nocy suszyły się w aucie, a w dzień skorzystaliśmy ze słońca i drucianego płotu, który przez przypadek okazał się być elektrycznym pastuchem 🙂

przewodnik po Islandii
przewodnik po Islandii

Ubrania (jako tako) wyschły,  w międzyczasie zaserwowaliśmy śniadanie w postaci kuskusu z islandzkimi parówkami. W podróży, kuskus to chyba najlepsze co odkryłam – syte, szybkie do zrobienia i potrafi być nawet smaczne 🙂 Po zjedzeniu wsiedliśmy do auta, by pokonać kilkudziesiąt kilometrów do miejscowości Raufarhöfn, w której znajduje się Arctic Henge.

przewodnik po Islandii
Arctic Henge

Pierwsze skojarzenie, widząc budowle, to że powstała daaaaawno temu. Jednak jej korzenie sięgają 1996 r., kiedy to zaczęła się budowa tego miejsca. Podobnie jak Stonehege,  ma pełnić rolę kalendarza astronomicznego i współgrać z Zimowym Przesileniem.

Naszym kolejnym celem był aktywny wulkanicznie obszar Krafla. Według mnie, to jedno z najbardziej widowiskowych pól lawowych na Islandii. A zapach siarki daję się wyczuć już z daleka.

przewodnik po Islandii
przewodnik po Islandii

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od pola lawowego Leirhnjukur, uformowanego podczas ostatniej erupcji. Poczułam się tam, jakbym była na Marsie (choć nie mam pojęcia jak tam jest). Czerwona ziemia, wrzące geotermalne źródła, buchająca para. Kosmos! Tak właśnie musi być na Marsie!

przewodnik po Islandii

Naszym kolejnym punktem miało być jezioro w kraterze Viti. Jednak z braku czasu neie wspinaliśmy się już na niego. Z perspektywy czasu jednak bardzo żałuję, bowiem jezioro ma niezwykłą błękitną barwę, a całość można obejść dookoła. Zmęczeni jeszcze poprzednim dniem, ruszyliśmy dalej!

Nieopodal tego miejsca oraz jeziora Myvatn, znajdziecie Grjotagja, czyli podziemną jaskinię z gorącym jeziorkiem. Niegdyś była ona słynnym kąpieliskiem, jednak obecnie takie praktyki są zakazane. Woda ma ponad 40-ści stopni temperatury i ciężko nawet wytrzymać zanurzając w niej palec, a co dopiero całe ciało. Miejsce jednak kusi swym pięknem – niesamowity, błękitny kolor wody i ciepło, aż proszą, żeby do niej wejść. Niedaleko znajdziecie również drugą jaskinię Storagja. My jednak, ze względu na inne priorytety w postaci pięknych widoków i wodospadów,  ruszyliśmy dalej!

Czekał już nas bowiem Godafoss, zwany wodospadem bogów. Jest to jeden z największych wodospadów na Islandii, a woda wydaje tu tak wielki huk, że musiciewręcz krzyczeć do sooby, która jest obok was. Miejsce to jest związen z ważnym dla Islandii wydarzeniem – przejściem z pogaństwa na chrześcijaństwo (ok. 1000 r.). Thiregir Thorkelson (stojący na czele Althingu – zgromadzenia ogólnego Islandii) po podjęciu decyzji, że cała Islandia przechodzi na chrześcijaństwo, miał tu wrzucić posągi pogańskich bogów. Stąd nazwa wodospadu.

Po drodze mijaliśmy pewne miasto (niestety nie pamiętam nazwy), w którym były takie oto sygnalizacje świetlne 🙂

Po drodze znajdziecie także – Hvetiskur – 15 metrowa skała, w której, według legendy, zaklęty jest troll. Niestety nie odwiedziliśmy tego miejsca, ale słyszałam, że warto.Na żywo robi ogromne wrażenie, zwłaszcza jeśli staniemy u podnóża skały.

Ze względu nakurczący się czas, ominęliśmy północno-wschodnie fiordy z myślą, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. Ruszyliśmy na wschód skąd podziwialiśmy widok na Ocean i czarną plażę – Djúpalónssandur beach.

przewodnik po Islandii

Nasz podróż nieubłagalnie zbliżała się ku końcowi. Mieliśmy jednak na liście jeszcze jeden cel – kąpiel w naturalnym gorącym źródle. Wszystkie, które napotykaliśmy na swojej drodze były zapełnione ludźmi, dosłownie. Czasem zastanawiałam się jak tyle osób mieści się w tak małej dziurze w ziemi 🙂 Pomogła nam jednak mapa źródeł (znajdziecie ją w tym wpisie).

Droga do gorącego źródła nie była taka oczywista. Wiodła bowiem przez prywatne pola. Musieliśmy pokonać po drodze dwie bramy,. Już nam się podobało. Pomyśleliśmy, żewiększośc osób może pomyśleć, żeto teren prywatny, na który nie można wjeżdzać. Jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy na miejscu spotkaliśmy 3 osobową grupę turystów. Polaków… Polak to jednak potrafi 🙂

Wieczorne gotowanie wody na kuskus. Z braku laku trzeba było zastąpić czymś pokrywkę do garnka. W tym przypadku jest to skrobaczka do szyb, kawałek blaszki i kamień.

przewodnik po Islandii

Naszą podróż zakończyliśmy wizytą w Reyjkjaviku, który, po takich widokach jakie zaserwowowała nam Islandia, nie zrobił na nas wrażenia. Odwiedziliśmy Muzeum Fallologiczne i słynną budkę z hotdogami – Bæjarins bestu (dosł. « najleoszy w mieście »). Powstała w 1973 r. a już 10 lat później, the Guardian nazwał okrzyknał to miejsce jako najlepsze hotdogi w Europie. Jedli tu m.in. Bill Clinton czy James Hetfield z grupy Metallica. 
Szczerze mówiąc, hot dog był mocno średnio. Zwykła bułka z typową, islandzką parówką.

Nieopodal natknęliśmy się na islandzki bazar, gdzie możńa znaleźć mnóstwo lokalnego jedzenia, które możecie przed zakupem skosztować, ubrania, używane książki, winyle, kasety. Idealne miejsce na kupno pamiątki z Islandii 🙂

przewodnik po Islandii

Ostatnim punktem na liście było zobaczenie Blue Lagoon. Ze względu na cenę biletów i fakt, żerezerwacji trzeba dokonać dużo wcześniej, nie weszliśmy do środka. Odstraszyły nas też tłumy panujące w środku, choć słyszałam, że teren z wodą jest tak rozgległy, że nie tak się tego odczuć. 

przewodnik po Islandii

Mam wielką nadzieję, że opisane przeze mnie miejsca stanowią dla Was pomocny przewodnik po Islandii i choć trochę pomogą Wam w organizacji swojej wyprawy na Islandię. Jeśli tylko macie jakieś pytania, wątpliwości, dawajcie znać w komentarzu 🙂

Europa, Podróże

Relacja z Islandii / Część 2

21 novembre 2018

Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu taka forma dzielenia się przeżyciami z podróży, czyli przewodnik po Islandii. Dla osób, które odwiedzają stronę po raz pierwszy, podaję link do poprzedniej relacji. A przed nami – przewodnik po Islandii – część 2!

Islandia dzień czwarty. Ruszyliśmy w stronę czarnej plaży Reynisfjara. Po drodze ominęliśmy popularną atrakcję – wrak samolotu.
Wracając do plaży, nie bez powodu nazywana jest najpiękniejszą plażą świata. Niesamowity kolor zieleni, bazaltowe skały, czarny piasek,
to wszystko tworzy wyjątkowy klimat, a człowiek czuję się tutaj maciupeńki!

co zwiedzić na Islandii

Jesteśmy już gotowi opuszczać południową Islandię, aby kierować się na północ. Zahaczamy jeszcze o miasto Vik, gdzie korzystamy z pryszniców. Swoją drogą, byłam w szoku w jak dobrym stanie są publiczne (i darmowe!) prysznice na Islandii.

Świeżutcy pojechaliśmy zwiedzić jeszcze największy lodowiec Islandii – Vatnajökull. Zostawiliśmy auto na parkingu i ruszyliśmy w stronę jęzora lodowca. Naszym skromnym celem było dotknięcie lodowca, ale dla poszukiwaczy przygód są organizowane piesze wycieczki bezpośrednio po jego powierzchni. Na pierwszy rzut oka, lodowiec wyglądał dla mnie jak hałda węgla przyprószona śniegiem, ale z bliska robiła to zupełnie inne wrażenie.

vatnajokull islandia

Zbliżał się już zmrok, więc ruszyliśmy prędko w kierunku ostatniej atrakcji tego dnia – jeziora Jökulsárlón. Zatrzymaliśmy się na parkingu skąd mieliśmy piękny widok na jezioro z bryłami lodowymi. Zbierając powoli szczękę z ziemi (widok jest niesamowity!), ruszyliśmy nadrobić jeszcze trochę drogi i znaleźć miejsce na nocleg.

Nocleg znaleźliśmy w tej lokalizacji – 64.34696, -15.38974. A rano skorzystaliśmy z pryszniców w miejscowości Hofn, gdzie znajduje się kemping. Dalej kierowała nas już droga wiodąca wzdłuż oceanu. Islandia nie przestaje mnie zaskakiwać!

islandia

Po drodze zobaczyliśmy w dali wodospad, a ponieważ kończyła nam się woda, pomyśleliśmy, że to dobra okazja na uzupełnienie zapasów. Kiedy wdrapaliśmy się na górę, zaskoczył nas niesamowity widok na rozlewiska. Coś pięknego!

islandia-wodospad
islandia-widok

W tym dniu mieliśmy do pokonania sporo kilometrów, pamiętając ciągle o wysokich mandatach za przekroczenie prędkości (90 km/h) 😉 Następnego ranka ruszyliśmy w stronę wraku statku z II wojny światowej. To w czasie tej drogi poczułam moc auta 4×4 z wysokim zawieszeniem 🙂 Droga była bardzo kręta i stroma, więc wymagało to ciągłego manewrowania sprzęgłem.

islandia-wrak-statku
islandia-wrak-statku
islandia-wrak-statku

Kolejnym celem był wodospad Dettifoss. Niezwykle potężny. Podobno w czasie 1 sekundy przepływa przez niego 193 m3 wody. W pobliżu jest także drugi wodospad – Sellfoss (ok. 1.5 km dalej). Całość w otoczeniu kanionu, co dodaje tylko niesamowitości temu miejscu. Islandia nie daje za wygraną. Po raz kolejny zbieram szczękę z ziemi.

sellfoss-islandia

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy wyprawę do krateru Askja. Droga była jak nie z tej ziemi. Momentami na prawdę miałam wrażenie, że jestem na Księżycu. A po drodze mijaliśmy taką o to uroczą stację benzynową 🙂

askja-stacja-benzynowa
askja-droga
askja-droga

Mimo zachwytów, droga wcale nie należała do łatwych. Prowadzi tam droga oznaczona literą F. Litera ta oznacza, że przejechać ją można jedynie autem z napędem 4×4. Spowodowane jest to tym, że musicie np. przejechać po drodze rzekę lub dwie. Lub więcej. Początkowo droga wydała mi się całkiem w porządku. Ot, taka zwykła, szutrowa. Po kilku kilometrach natknęliśmy się na pierwszą ‘rzekę’. A raczej mały strumyk, który w moich oczach stał się rwącą, górską rzeką. Pokonaliśmy spokojnie, na pierwszym biegu wodę i ruszyliśmy dalej. I tu zaczęły się schody. A raczej prawdziwa rzeka. Zdjęcie jest słabej jakości, ponieważ to screen z kamery. 

Na zdjęciu widzicie Argentyńczyka, który jechał za nami z córką i mieli dokładnie takie samo auto jak my. Zastanawiacie się co robi ten człowiek? Otóż kijem do nordic walking sprawdza dno i głębokość wody. Nie byliśmy zbyt odważni, zwłaszcza patrząc na wielkie naklejki w naszych autach mówiące – auto nie nadaje się do przekraczania rzek 🙂

islandia-rzeka
islandia-rzeka

Pan Argentyńczyk stwierdził jednak, że za długo tu leciał i bilety zbyt dużo go kosztowały, żeby teraz zrezygnować 🙂 Ruszyliśmy, więc przez rzekę, a na samym jej środku miałam już wizję jak woda zalewa silnik. Udało się jednak przejechać wszystkie rzeki bez problemów. 

askja

Po niesamowitej trasie dotarliśmy na miejsce. Spotkał nas śnieg z deszczem i silny wiatr. Na taką pogodę zdecydowanie nie byliśmy przygotowani. Przemokliśmy do suchej nitki, dosłownie. A zimny wiatr dawał poczucie, że wszystko po kolei nam zamarza. Udało nam się jednak dojść do miejsca skąd widać krater. Ścieżka do krateru była zamknięta ze względu na niebezpieczeństwo. Nie widząc punktu, do którego turyści mogą bezpiecznie dojść, oczywiście go przekroczyliśmy, co przepłaciliśmy wspinaniem się po zasiarcznym zboczu, na którym ciężko było postawić nogę.

Cali przemoczeni przebraliśmy się na dworze i ruszyliśmyw droge powrotną. Brrrr, na samą myśl o tej historii robi mi się zimno!

A Wy mieliście okazję być na Islandii? Jaka była Wasza najzimniejsza przygoda? 🙂

Europa, Podróże

Relacja z Islandii / Część 1

18 novembre 2018

Drodzy, chciałabym podzielić się z Wami relacją z mojej podróży, która majednoczesnie stanowić przewodnik po Islandii. Kraju, który zachwycił mnie swoją przyrodą, tajemniczością i różnorodnością. Po relacji, dodam również wpisz praktycznymi wskazówkami – jak zorganizować taką podróż, a przy tym nie wydać majątku. A tymczasem, zaczynamy!

Poniżej możecie zobaczyć przejechaną przez nas całą trasę.

przewodnik po islandii

Po 4.5h locie (Wizzair) udało nam się dotrzeć na lotnisko w Keflaviku. Na zewnątrz było już ciemno, więc ciężko było nam ocenić cokolwiek. Za to na lotnisku od razu moją uwagę przykuły kraniki z pitną wodą z lodowca 🙂 Po wyjściu z samolotu ruszyliśmy w poszukiwaniu wysłannika wypożyczalni, aby odebrać auto. Zdecydowaliśmy się na Dacię Duster ze względu na to, że był najtańszym autem 4×4, w którym można było też spać we dwójkę. Na stacji benzynowej zaopatrzyliśmy się we wkład do butli gazowej i ruszyliśmy w drogę… Niedługą. Ze względu na późną porę – zaparkowaliśmy w Grindaviku oddalonego o 25 km i tam spędziliśmy noc.

przewodnik po islandii

Bonus – tanie zakupy na Islandii

Po wstaniu przywitało nas słońce i (prawie) 20 st. C! Baaardzo pozytywne zaskoczenie. Zwłaszcza, że wiele osób uprzedzało mnie przed kapryśną islandzką pogodą we wrześniu. Uruchomiliśmy auto i ruszyliśmy do naszego pierwszego punktu – marketu BONUS 😉 Cel – zrobienie małych chrześcijańskich zakupów – woda, chleb, trochę puszek i kuskus (od tamtej pory najlepszy przyjaciel w podróży). Zaopatrzeni w prowiant, ruszyliśmy w drogę. Docieramy do jeziora Kerid znajdującego się w kraterze wulkanu.Jedno z nielicznych miejsc, do którego obowiązuje bilet (koszt ok. 15 zł). Możecie obejść lub zejść, aby zamoczyć palec lub cokolwiek chcecie.

przewodnik po islandii

Golden Circle – tłoczno, ale wyjątkowo

Kolejnym punktem na naszej mapie było (niestety) najbardziej turystyczne miejsce na Islandii (no może zaraz po Blue Lagoon) – Golden Circle. Na Złoty Krąg składają się: Park Narodowy Þingvellir, obszar geotermalny Geysir i wodospad Gullfoss. My zwiedziliśmy jedynie dwa ostatnie miejsca. Geysir to najstarszy na świecie gejzer, od którego twory te wzięły nazwę 🙂

przewodnik po islandii

Na mnie jednak większe wrażenie zrobił gejzer Strokkur, który wybucha średnio, co 5 minut. Wszyscy stoją więc w pobliżu i czekają z kamerami na kolejny wyrzut. Gorący strumień wyrzucany jest na wysokość od kilku do kilkunastu metrów a podczas opadania sunie na Was ogromna ilość gorących oparów.

przewodnik po islandii

Islandia – kraina wodospadem płynąca

Będąc już w tej okolicy można podjechać do położonego w pobliżu wodospadu Gullfoss. Przy dobrej pogodzie będziecie mogli ujrzeć również nad nim tęcze, tak jak my 🙂 Atrakcję tę polecam z czystym sumieniem, robi ogromne wrażenie.

przewodnik po islandii
przewodnik po islandii

Po odwiedzeniu Gullfoss pojechaliśmy do kolejnego wodospadu – Seljalansfoss, który był według mnie najciekawszym wodospadem, ponieważ był wysoki i można było za nim przejść 🙂 Niestety kiedy do niego dotarliśmy było już prawie ciemno, więc uznaliśmy, że wchodzenie po śliskich schodach nocą może być zbyt niebezpieczne. Poza tym było już straasznie zimno.

Ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca do zatrzymania na nocleg. Przez to, że było kompletnie ciemno, nie mieliśmy pojęcia co nas otacza. Rano podnosząc głowy ujrzeliśmy to:

przewodnik po islandii

Kolejnym punktem był najstarszy basen geotermalny na Islandii – Seljavallalaug. Od parkingu dzieliło nas do niego 2 km pieszej wędrówki. Byliśmy przygotowani na kąpiel w nim, jednak ostatecznie nie zrobiliśmy tego ze względu na to, że przyszło w tym czasie sporo osób a woda była zimno-letnia. Jednak wiem, że nie jest to standardem.

Skogafoss to kolejny wodospad na naszej trasie. Chyba najczęściej fotografowany wodospad na Islandii. Możecie go podziwiać z dółu jak i z góry.

przewodnik po islandii

Ostatnim punktem tego dnia był lodowiec Sólheimajökull.

przewodnik po islandii

KOLEJNA RELACJA DOSTĘPNA TUTAJ.

Azja, Podróże

Co zobaczyć w Hongkongu? / Praktyczne wskazówki

12 novembre 2018

Co zobaczyć w HongKongu? Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Warto jednak rozplanować sobie wszystkie atrakcje tak, by nie podróżować niepotrzebnie w jeden rejon dwukrotnie. Pozwoli nam to zaoszczedzić dużo czas. A czas to, jak wiadomo, też pieniądz.

Nazwa “Hong Kong” to po chińsku “pachnący port” czy też “port przypraw”. Miasto zajmuje część Półwyspu Kowloon (Koulun), wyspy HongKong oraz Lantau, a także liczne wyspy przybrzeżne.

Czy Hongkong to nadal Chiny?

Pełna nazwa Hongkongu to Specjalny Region Administracyjny Chińskiej Republiki Ludowej Hong Kong. Niby Chiny, ale dlaczego w takim razie po przekroczeniu granicy wygasa nam chińska wiza? Otóż Hongkong to Chiny, ale też nie do końca.

W wieeelkim skrócie. Przenieśmy się do dawnych Chin. Trwa wojna opiumowa z Wielką Brytanią. W jej skutek Brytyjczycy przejęli Hongkong (wtedy jeszcze niewielkie i mało znaczące miasto) i ten, stał się ich kolonią. Z miasta uczyniono główną bazę i port kolonii brytyjskich na Dalekim Wschodzie. To wtedy Hongkong stał się wielkim centrum handlu, a jego targi słynęły z ogromnej ilości towarów przywożonych z każdego zakątka świata.

Po kilku latach, Wielka Brytania podpisała z Chinami umowę dzierżawy Hongkongu na 99 lat, które minęły w 1997 r. Wtedy też wrócił on pod panowanie Chin, zapewniając (w podpisanym porozumieniu) Hongkongowi względną niezależność i wolność. Ale po co te granice, pozwolenia, obostrzenia? Otóż w Hongkongu spotkacie demokrację, wolny rynek, wolność słowa. A tego wszystkiego rząd chiński tak łatwo pokazywać swoim obywatelom nie chce. Jeszcze by się przyzwyczaili!

Podsumowując, Hongkong to miasto-stan, należące do Chin, ale posiadające niezależny od Chin system polityczny (jedno Państwo, dwa systemy – inny taki przykład to Macau). Region jest nowoczesny i bardzo rozwinięty. Zobaczycie tutaj siedziby światowych korporacji czy wielki port. O dziwo, tylko 25% powierzchni HK jest zagospodarowana. Reszta terenu to lasy, parki narodowe czy rezerwaty – mimo dużego zagęszczenia ludności w części miasta, to idealne miejsce do wędrówek.

W Hongkongu każdy walczy o przestrzeń życiową. Mieszkania, pokoje hotelowe, hostele są małe, okna zazwyczaj wychodzą na mur budynku obok. Jednak zmusza to do ruszenia w miasto, gdzie jest przecież tyle do zobaczenia! Jest tłoczno, gorąco, duszno, a wszystkie możliwe zapachy mieszają się na ulicy. Co chwilę remonty, przebudowy, roboty drogowe. Będąc w Hongkongu już po jednym dniu przestanie dziwić Was np. przejście do metra przez centrum handlowe czy lodowisko.

Co warto zobaczyć w Hongkongu?

Spędziłam tu zaledwie 3 niecałe dni, niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkiego, co zaplanowałam, ale i tak jestem zadowolona z odhaczonej listy 🙂 Przejdźmy zatem do rzeczy!

1. Świątynia Dziesięciu Tysięcy Buddów.

Opisana przeze mnie w poprzednim poście, link. Jest nieco oddalona od głównej części miasta, dlatego na jej zwiedzanie musicie liczyć przynajmniej pół dnia (w zależności do tempa zwiedzania nawet 1 dzień).

2. Victoria Peak

Czyli najwyższe wzniesienie na wyspie. Można wejść tam pieszo lub wybrać Peak Tram (koszt 28 HK$ w jedną stronę i 40 HK$ w obie). Ze względu na koszt oraz tłumy, wybrałam opcję pieszej wspinaczki, szybko jej żałując 😉

Ze względu na późną porę oraz ciężki plecak, udało mi się dojść do poziomu obserwatorium Sky Terrace 428. Wybrałam szlak Central Green Line, który bardzo polecam, ale bez ciężkiego plecaka 🙂 Obok obserwatorium jest punkt widokowy z widokiem jak na poniższym zdjęciu. Można również wejść na taras w obserwatorium, ale ze względu na cenę biletu, wybrałam darmowy taras. Miejsce polecam szczególnie na zachód słońca.

co zobaczyć w HongKonguWidok na Hongkong nieopodal obserwatorium Sky Terrace

3. Rejs przez port Wiktorii

Rejs można odbyć statkiem Star Ferry. Marka ta jest liderem od kiedy zaczęła transportować pierwszych mieszkańców HK już w 1888 r. Rejs można odbyć z Półwyspu Kowloon na wyspę Hongkong i z powrotem. Cena w jedną stronę to jedyne 2.50 HK$ (w weekendy oraz święta – 3.50 HK$). Cena obowiązuje na najniższy pokład (szczerze, nie widziałam różnicy we wrażeniach pomiędzy wyższym i niższym pokładem). Polecam zarówno w dzień jak i po zachodzie słońca. Na stronie przewoźnika znajdziecie wszystkie niezbędne informacje.

co zobaczyć w HongKonguWidok ze statku na wyspę Hongkong

4. Przejażdżka dwupoziomowym tramwajem.

Hongkong to jedno z trzech miast na świecie, gdzie możecie przejechać się dwupoziomowym tramwajem. Kursują tu już od ponad 110 lat! Jest to nie tylko urokliwy, ale i najtańszy sposób poruszania się po HK. Miasto posiada 163 takich tramwajów. Cena za przejazd (niezależnie od długości) to 2.30 HK$. Najbardziej polecam (choć nie wiem czy to nie zbyt oczywiste) przejażdżkę na wyższym poziomie – świetne widoki na miasto!

5. ZOO

Wstęp do ogrodu jest darmowy i otwarty dla wszystkich. Na zdjęciu poniżej zobaczyć możecie godziny otwarcia poszczególnych części zoo. Znajdziecie tu egzotyczne ptaki, żółwie, różne gatunki małp, lemury iw wiele, wiele innych. Jak zawsze rozbawił mnie widok tablicy z ostrzeżeniami przed wejściem, na której był m.in zakaz plucia, jak się później przekonałam, tak typowy nawyk u Chińczyków 🙂

[easy-image-collage id=530]

6. Wielki Budda (wyspa Lantau).

To zdecydowanie pozycja obowiązkowa jeśli chodzi o to, co zobaczyć w HongKongu. Posąg ten jest (podobno) największym wolno stojącym posągiem Buddy na świecie. Ma 34 metry wysokości i waży 250 ton! Dostać możecie się tu kolejką linową lub (dla niskobudżetowców) autobusem nr 23 (do Ngong Ping), który złapiecie przy stacji metra Tung Chung. Idziecie jak do kolejki linowej, ale przed samymi schodami ruchomymi na górę, odbijacie w prawo. Bilet kupicie u kierowcy. Warto mieć odliczoną kwotę biletu (jeśli jej nie znacie, noście po prostu ze sobą drobne w zapasie), ponieważ kierowcy nie wydają reszty.

Będąc na miejscu spotkacie dosyć spory kompleks ze świątyniami. W dali na pewno ujrzycie Buddę. Wystarczy kierować się za tłumem, by już za chwilę ujrzeć serię schodów w kierunku posągu. Po drodze możecie mijać ludzi, którzy modląc się klękają na co drugim schodku oddając pokłon Buddzie.

Z atrakcji kulinarnych – w klasztorze Po Lin zjecie wegański obiad, a w Herbacianym Domu weźmiecie udział w tradycyjnej ceremonii picia herbaty. Ja, ze względu na koszty, wybrałam stragan, na którym pan smażył w woku różne pyszności 🙂

7. Świątynia Man Mo

Położona w samym sercu miasta świątynia zbudowana została na cześć bogów: Man (literatura) i Mo (wojna). Z pewnością warta zobaczenia ze względu na swój niesamowity klimat stworzony dzięki zapachowi kadzidełek i licznych czerwonych wstążek, na których wypisane są modlitwy i błagania.

8. Aleja Gwiazd (Kowloon)

Spotkacie tu takie postacie jak Bruce Lee, Jet Li czy Jackie Chan. Ich twórczości były bowiem nierozerwalnie związane z Hongkongiem. Znajdziecie ją w dzielnicy Tsim Sha Tsui, nieopodal Ogrodów Salisbury. To tutaj swoje gwiazdy rodem z hollywoodzkiej alei posiadają gwiazdy kina chińskiego i hongkońskiego.

9. Nocny market – Temple Street

Temple Street to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Wróżbici, podróbki, prostytutki i niewyobrażalny wybór jedzenia. Życie rozpoczyna się w godzinach wieczornych a kończy o świcie. Znajdziesz tu także jedną z najstarszych restauracji cha chaan teng – Mido Cafe.

Temple Street, Yau Ma Tei, Hongkong. Przepowiadacze fortuny, prostytutki, chińskie podróbki i pełno jedzenia. Żaden turysta nie będzie zawiedziony! Ulica życie rozpoczyna późnym wieczorem a kończy dopiero o świcie. Jeśli jesteś głodny,-a, wcześniej zajrzyj do położonego w pobliżu, jednej z najstarszych restauracji cha chaan teng – Mido Cafe (cha chaan teng to to rodzaj restauracji oferującej dania kuchni lokalnej i lokalnej połączonej z zachodnią, typowe dla Honkongu).

10. Chunking Mansion

Kto był w Hongkongu a nie spał w Chunking Mansion nie wie, że stracił jedyną w swoim rodzaju możliwość poczucia jak żyje się w baaaardzo zaludnionym mieście. Chunking Mansion to kompleks składający się z 5 bloków i 17 pięter, gdzie na dole znajdziecie stragany z najróżniejszymi rzeczami od jedzenia po elektronikę, a na wyższych piętrach znajdują się około 160 hosteli, prowadzonych często przez hindusów. To niesamowite, ile na tak małej powierzchni przewija się narodowości – Pakistan, Indie, Nepal, Birma czy Indonezja, nie mówiąc już o Afryce. Standard życia w tym miejscu był dla mnie ciężki do uwierzenia. Mnóstwo ludzi na tak małej powierzchni, zaduch, wysoka temperatura i wielkie karaluchy atakujące z najmniej oczekiwanych stron.

Dla mnie był to niesamowity twór, gdzie mimo wielkiej różnorodności kulturowej i religijnej czy narkotyków, przestępczości i prostytucji, wszystko funkcjonuje sprawnie.

Ciekawostki związane z tym miejscem:
– W tym roku kompleks obchodził swoje 57 urodziny.
– 70% obszaru budynku pokryte jest 330 kamerami, co pozwala nielegalnym biznesom na działania w pozostałych 30%.
– 2 na 10 telefonów komórkowych używanych w Afryce Subsaharayjskiej pochodzi właśnie stąd.
– Miejsce to możecie zobaczyć w dość słynnym filmie « Chunking Express », gdzie toczy się akcja filmu. Swoją drogą polecam film mówiący o samotności w jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc świata.

adres: 36–44 Nathan Road, Tsim Sha Tsui

Nasz pokój w Chunking Mansion. Żeby druga osoba mogła do niej wejść pierwsza musiała położyć się na łóżko

Toaleta będąca jednocześnie kabiną prysznicową. Do tego widoku można szybko przywyknąć będąc nawet w Chinach

 

 

Mam nadzieję, że moja lista pomogła Ci, choć częściowo, odpowiedzieć na pytanie – co zobaczyć w HongKongu. Choć można byłoby wymienić pewnie jeszcze nieco miejsc, zdecydowałam się wybrać te, które spodobały mi się najbardziej. Chętnie dowiem się w komenatrzu jakie są Twoje ulubione miejsca w HK 🙂

Azja, Podróże

HongKong – Świątynia Dziesięciu Tysięcy Buddów

8 novembre 2018

Świątynia Dzięsieciu Tysięcy Buddów to z pewnościa jedno z must have do zobaczenia w HongKongu. Może urzec swoim pięknem i odmiennością od reszty miasta owianą błogą ciszą.

Po nocy spędzonej na lotnisku w Shezhen, dojeżdżamy metrem do granicy z HongKongiem. Tam, piechotą przechodzimy przez kontrolę i będąc już w HongKongu wsiadamy do metra w kierunku pierwszego w Hongkongu celu –  Świątyni Dziesięciu Tysięcy Buddów.

Pogoda nie rozpieszcza, jest gorąco i wilgotno. Mimo wziętego rano prysznica, skóra klei nam się niczym po tygodniu braku kontaktu z wodą. To, co widzicie na poniższym zdjęciu to posągi Arhantów, oddając ich rzeczywistą wielkość. Jest ich 500 i umieszczone zostały wzdłuż 431 schodów prowadzących do Świątyni. Zaś na samej górze, znajduje się nasz cel.

Świątynia Dziesięciu Tysięcy Buddów zrobiła na nas ogromne wrażenie. Jeśli ktoś poprosiłby mnie o polecenie świątyni w HongKongu, bez wątpienia wymieniłabym Świątynię Dziesięciu Tysięcy Buddów. Nazwa nie bez powodu nosi w sobie tak dużą liczbę. Tyle bowiem ( a właściwie to 13 tysięcy :)) posążków Buddy uświadczycie na miejscu. Wszystkie wykonane przez rzemieślników z Szanghaju. Każda z figur ma inny wyraz twarzy, pozę oraz oznaczona jest imieniem swojego ofiarodawcy. Całość położna jest na wzgórzu , z którego roztacza się piękny widok na tropikalną okolicę.

świątynia dziesięciu tysięcy buddów

Jak dojechać do Świątyni Dziesięciu Tysięcy Buddów?

Świątynia Dziesięciu Tysięcy Buddów znajduje się na Półwyspie Kowloon. Dojedziecie tam metrem – stacja Sha Tin. Wyjście B, kierunek w lewo wzdłuż placu ze starymi budynkami. Po dojściu do centrum handlowego skręcacie w lewo a następnie w pierwszą uliczkę w prawo.

Po drodze mijacie biała bramę buddyjskiego cmentarza. Możecie pójść tam, aby wejść na wzgórze Po Fook, skąd roztacza się widok na chiński cmentarz). Jednak aby dotrzeć do świątyni, musicie iść chodnikiem po prawej stronie od białej bramy, prowadzi tam ścieżka wzdłuż parkingu, tuż przy ścianie ministerstwa.

świątynia dziesięciu tysięcy buddów

świątynia dziesięciu tysięcy buddów

Świątynia Dziesięciu Tysięcy Buddów

Klasztor wraz ze świątyniami zostały wzniesione w latach 50. XX wieku z inicjatywy Yuet Kai, który wraz z uczniami budował kompleks przez niemalże 20 lat. Swoją drogą, jego posąg, a właściwie jego zmumifikowane ciało pokryte złotem, również możecie tam zobaczyć. Klasztor nie jest już takim klasztorem jak kiedyś. Zarządzają nim osoby świeckie, a mnichów tam raczej nie uświadczycie.

Według mnie, jest to jedna z lepszych atrakcji w HK. Praktycznie nie ma tam turystów, wejście jest darmowe, a doznania są nie do opisania. Na miejscu znajduje się również restauracja wegetariańska, ja jednak nie odwiedziłam jej, choć słyszałam, że warto 🙂

Zwiedzanie tego miejsca zajęło mi ok. 4 godzin wraz z dojazdem. Godziny otwarcia świątyni to 9-17.

Dajcie znać w komentarzu jeśli mieliście okazję zobaczyć tę niesamowitą Świątynię Dziesięciu Tysięcy Buddów na własne oczy i jakie są Wasze wrażenia 🙂

 świątynia dziesięciu tysięcy buddów

świątynia dziesięciu tysięcy buddów

świątynia dziesięciu tysięcy buddów

Azja, Podróże

Chiny – jak się przygotować? Praktyczny przewodnik

1 novembre 2018

1. Wiza

Od obywateli RP chcących odwiedzić Chiny wymaga się wizy.
Wizę możesz wyrobić bezpośrednio w wydziale konsularnym Ambasady ChRL w Warszawie (ul. Bonifraterska 1), w konsulacie w Gdańsku (al. Grunwaldzka 1) lub u pośrednika (dodatkowy koszt 100 zł). Ja, ze względu na bliskość ambasady, wybrałam pierwszy sposób. Przy zwykłym, krajoznawczym wyjeździe, typ wizy jaki Was interesuje to wiza turystyczna (L). Jej koszt to 260 zł (wiza jednokrotna oraz dwukrotna) i trzeba na nią czekać około 1 tygodnia. Tryb ekspresowy to dodatkowy koszt w postaci 110 zł (czas oczekiwania do 3 dni roboczych) a jeszcze bardziej ekspresowy to 160 zł (w kolejnym dniu roboczym otrzymacie już wizę).

Wymagane dokumenty:
– wypełniony wniosek wizowy (ściągniecie go tutaj lub dostaniecie na miejscu w ambasadzie)
– paszport
– zdjęcie paszportowe
– kopia paszportu ( do zrobienia na miejscu w konsulacie za 1 zł)
– wydrukowane rezerwacje na lot ( w obie strony) oraz noclegi na cały pobyt (niezobowiązujące)

Po złożeniu wniosku otrzymacie potwierdzenie wraz z danymi do przelewu, który polecam zrobić jak najszybciej, aby uniknąć opóźnień. Przy okienku dostaniecie również informację, kiedy możecie zgłosić się po wizę.

Po odbiór należy przyjść najlepiej z samego rana. Konsulat otwarty jest od godz. 8:30 do 11, a okienka przyjmują od godz. 9 w poniedziałki, środy i czwartki (odradzam poniedziałki – największe kolejki). Należy zabrać ze sobą potwierdzenie przelewu. Nie musicie stawiać się osobiście.

Wszystkie informacje znajdziecie na stronie Ambasady ChRL.

2. Szczepienia

Zwróćcie na nie szczególną uwagę jeśli planujecie wizyty w mniejszych miastach czy wsiach, gdzie podstawowe zasady higieny nie są tak przestrzegane oraz jeśli planujecie jeść na straganach czy innych miejscach o wątpliwej higienie 😊

Ja zdecydowałam się na poniższe szczepienia:
zapalenie wątroby typu A – szczepienia jest dwuetapowe. Dopiero druga dawka zapewnia wam pełną odporność. Druga dawkę przyjmujecie w okresie od pół roku do roku od pierwszej. Mnie jednak pani doktor powiedziała, że mimo, iż od mojej pierwszej dawki minęły dwa lata, to spokojnie mogę przyjąć jeszcze drugą dawkę.
dur brzuszny – jednorazowa szczepionka dająca Wam odporność na 3-4 lata
tężec, błonica – oba te szczepienia są robione w jednej dawce. Zalecane w przypadku każdej szerokości geograficznej.

Opcjonalnie – wścieklizna – ja nie zdecydowałam się na to szczepienie, ze względu na koszt oraz to, że w przypadku kontaktu z zarażonym zwierzęciem i tak muszę przyjmować później szczepienia. Absolutnie jednak nie odradzam jednak tego szczepienia zainteresowanym, zawsze jest to dla Was dodatkowa ochrona. Mnie jednak przerosły koszta

3. Leki

Przed wyjazdem zadbajcie również o zawartość swojej podróżnej apteczki. Oprócz standardowych leków na przeziębienie (mnie się niejednokrotnie przydały ze względu na klimatyzację, którą Chińczycy lubią podkręcać do niskich temperatur) warto ubezpieczyć się w:
leki na rewolucje żołądkowe – np. Smecta
środek do dezynfekcji dłoni – w postaci żelu, płynu czy chusteczek. Przydatne do czyszczenia rak, ale i w razie potrzeby dezynfekcji podejrzanych miejsc czy jedzenia
węgiel aktywny – w postaci leku, ale i węgla aktywowanego. Ma on właściwości absorpcyjne, ale i osłaniające błonę śluzowa naszego przewodu pokarmowego. Polecany po wymiotach.
Orsalit – najlepsze antidotum jakie znam na odwodnienie. Jego zamiennikiem może być, kupiony w aptece – Oral Rehydration Salt albo przygotowany własnoręcznie preparat – na 1 litr wody (butelkowanej lub przegotowanej) – 6 płaskich łyżeczek cukru oraz 1 płaska łyżeczka soli
krople do oczu – lub sól fizjologiczna. Może być również maść z antybiotykiem
hydrożel – na rany i oparzenia (np. Akutol czy Nu-Gel). Absorbuje krew, a jego efekt chłodzący uśmierza ból. Wspomaga także proces gojenia ran, działa przeciwzapalnie oraz dezynfekuje ranę.
lek na zapalenie pęcherza – szczególnie polecam kobietom
– plastry, bandaż i woda utleniona

4. Ubezpieczenie

Ważne jest, aby przed wylotem zadbać o odpowiednie ubezpieczenie. Moje pochodziło z … a jego cena to

5. Gotówka

W Chinach obowiązującą walutą jest YUAN (inaczej znany jako RMB lub kolokwialnie ‘quai’). W kraju nie doświadczycie kantorów, ale gotówkę wymienić możecie w banku (najlepiej z dolarów) lub wypłacić z bankomatu (nie każdego, a czasem ciężko znaleźć ten właściwy). Mnie najczęściej udawało się wypłacić gotówkę z bankomatu HSBC. Polecam mieć przy sobie zapas gotówki, bo nigdy nie wiadomo kiedy znajdziecie najbliższy bankomat czy bank. Ja miałam przy sobie zawsze zapas 1000 yuanów.

Co ważne, w niektórych punktach honorowana jest płatność kartą, jednak w większości miejsc preferowana jest gotówka lub chińska karta płatnicza.

Honorowane karty zagraniczne to Visa i Mastercard, ale dużo popularniejsza jest UnionPay.

6. Język

W większych miastach znajdziecie osoby mówiące po angielsku, choć nie zawsze jest to łatwe. W mniejszych miejscowościach nie macie na co liczyć.

Polecam ściągnięcie Google Translate z angielskiego na chiński w wersji offline. Mnie niejednokrotnie to uratowało 🙂

Bardzo polecam również aplikację PLECO. Da Wam możliwość rysowania chińskich znaków, które widzicie i przetłumaczenia ich na język chiński. Jest również fajną aplikacją do nauki chińskiego. Ja korzystałam z niej również w sytuacjach kiedy ktoś posługiwał się wyłącznie chińskim w formie znaków, a nie pisanym (pinyin).

7. Noclegi

Możecie spotkać się z sytuacją, gdzie hotel oferuje swój nocleg jedynie dla posiadaczy chińskiego ID. Sposobem, z którego korzystałam było wyszukiwanie hoteli/hosteli na Booking.com, a następne rezerwowanie pokoju już na miejscu, ze względu na niższą niż na stronie cenę.

Pomocna była również aplikacja Maps.me, która jest sprzężona z Booking.com i pokazuje Wam na mapie najbliższe wolne pokoje oraz ich cenę. To moja ulubiona nawigacja w podróży, która niejednokrotnie sprawdziła się także w Chinach.

8. Jedzenie

Jedzenie w Chinach jest tanie, szczególnie to na małych, ulicznych stoiskach czy w małych lokalach. Pilnujcie jednak, aby nie pić wody niewiadomego pochodzenia czy spożywać napoje z lodem. Łatwo wtedy o zatrucie. Potrawy przyrządzane są najczęściej w woku, krótko, ale w baaardzo wysokiej temperaturze, dzięki czemu składniki świetnie zachowują swój smak.

Nie każdy również dobrze zareaguje na ostre jedzenie, a to w Chinach jest bardzo popularne (szczególnie prowincja Syczuan, istny ogień!).

Chińskie potrawy je się pałeczkami, których pod żadnym pozorem nie można wbijać w ryż. Jeśli chcecie zakończyć lub przerwać posiłek, kładziecie pałeczki na miseczce lub talerzu. Potrawy podawane są na wspólnym talerzu. Dostajecie jedynie osobne miseczki do ryżu.

9. Higiena

W toaletach nie zawsze uświadczycie mydła czy papieru toaletowego. Ze względu na to, zawsze noście obie rzeczy ze sobą. Polecam również zabrać żel antybakteryjny na kryzysowe sytuacje.

10. VPN

Jak zapewne wiecie, w China zakazane są wszelkie produkty Google (wyszukiwarka, mapy, Facebook czy Instagram). Aby móc z nich swobodnie korzystać wyposażcie się wcześniej w VPN. Ten, z którego ja korzystałam jest darmowy i idealnie spełnił swoje zadanie – SpeedVPN.

11. Chińska karta SIM

Aby móc swobodnie korzystać z Internetu na terenie Chin, zakupcie chińska kartę SIM (China Mobile). Ja zakupiłam taką kartę w salonie China Mobile. Miałam jednak szczęście, bo jeden z pracowników salonu posługiwał się podstawowym angielskim. Zawsze możecie jednak posłużyć się tłumaczem Google. W cenie 50 zł dostałam na kartę z pakietem rozmów i SMS-ów, a także 2 gb Internetu dziennie. Jeśli planujecie na początku wyjazdu odwiedzić Hong Kong, kopcie kartę właśnie tam. Dzięki temu, będziecie mogli swobodnie korzystać ze stron zakazanych w Chinach bez konieczności używania VPNu.

Chiny – jak się przygotować? Jeśli znacie jeszcze inne odpowiedzi na to pytanie, dajcie znać w komentarzu 🙂